Quo vadis fotografio? Kilka uwag o przyszłości zdjęć

„Technika i sztuka otrzymywania trwałych obrazów na materiałach światłoczułych”. To chyba jedna z najprostszych definicji fotografii. Trudno podważyć jej trafność. Jednak, gdy baczniej się jej przyjrzymy, zaczynamy mieć pewne wątpliwości…

„Obraz na materiale światłoczułym”… Automatycznie pomyślimy pewnie o klasycznym filmie, który musimy wywołać, by uzyskać „odbitki” interesujących nas zdjęć. Jak to się więc ma do fotografii, której cyfrowe oblicze poznajemy od jakiegoś czasu? Fotografia w realiach „świata cyfrowego” nadal ma na celu rejestrowanie trwałych obrazów rzeczywistości. Cel ten z pewnością się nie zmieni. Ale to technika decyduje, w jaki sposób te obrazy powstaną.

Fotografia zawdzięcza swoje istnienie odkryciu substancji światłoczułych zdolnych do zarejestrowania obrazu. Substancjami takimi były chlorki i jodki srebra. Jedynymi do momentu, aż w połowie dwudziestego stulecia pomyślano o technicznym wykorzystaniu „efektu fotoelektrycznego” (zaobserwowane już w początkach XX w. zjawisko wysyłania elektronów z powierzchni metalu, na który działa się odpowiednim rodzajem promieniowania). Pozwoliło to na skonstruowanie elektronicznej matrycy rejestrującej światło. Wynalazek okazał się rewolucyjny, a dzięki niemu fotografia wkroczyła w najdynamiczniejszy okres swojego rozwoju. Stała się fotografią cyfrową. Elektroniczne matryce światłoczułe wykorzystywano początkowo tylko na potrzeby nauki (fizyki, astronomii, medycyny) oraz zastosowań w przemyśle filmowym i telewizyjnym. Jednak szybko dostrzeżono potencjał ich praktycznego i codziennego użycia zamiast klasycznej kliszy fotograficznej.

Są jednak pewne różnice w działaniu matryc i filmów. Tradycyjna błona fotograficzna pokryta jest emulsją światłoczułą, która, naświetlona, utrwala obraz widziany przez obiektyw. W przypadku matrycy, każdy z umieszczonych na niej pikseli zamienia padające światło na impulsy elektryczne. Te zaś przetworzone w ciąg zer i jedynek zapisywane są na karcie pamięci aparatu. Tu właśnie tkwi przyczyna wątpliwości związanych z definicją fotografii, a technika fotografii cyfrowej sugeruje konieczność zbudowania definicji fotografii od nowa (a to może nastąpić już niebawem – wszystko w rękach techniki).

Obecnie skala popularności „cyfrowego filmu” jest tak duża, iż wielu producentów sprzętu fotograficznego zapowiedziało wycofanie się z produkcji aparatów analogowych i materiałów do nich. Od kilku lat sprzedaż aparatów cyfrowych wielokrotnie przewyższa sprzedaż aparatów analogowych. To rozwój technologii cyfrowej wyznacza trendy i stanowi punkt odniesienia dla twórców sprzętu fotograficznego.

Narzędzie fotografa

Każdy zastanawia się, jak będzie wyglądał sprzęt fotograficzny za kilka lub kilkanaście lat. Wizje mogą być przeróżne. Jego konstrukcja nie jest jednak całkowicie nieprzewidywalna. Obserwując dotychczasowe zmiany i przyglądając się aktualnym pracom naukowców, możemy zastanawiać się nad prawdopodobnymi rozwiązaniami.

Z pewnością kolejnym krokiem w budowie aparatów fotograficznych będzie postępująca miniaturyzacja. Związane jest to z końcem „wyścigu megapikseli” – nie możemy bowiem umieścić zbyt wielu światłoczułych czujników na miniaturowej matrycy rejestrującej zdjęcia. Mimo tego ciągle padają rekordy – najnowszy należy do firmy Sharp. Producent ten zmieścił 8 milionów pikseli na matrycy CCD 1/2.5″ – o powierzchni 5.8 x 4.3 mm, przy odległości pomiędzy poszczególnymi pikselami wynoszącej 1.75 mikrometra. Takie parametry mogą dobrze brzmieć w sloganach reklamowych, jednak obniżają one jakość zdjęć, generując bardzo duże „cyfrowe szumy”. Dotychczasowy chwyt marketingowy – im więcej pikseli, tym lepiej – będzie musiał się więc zmienić. Fotoamatorzy powoli zauważają, że sercem aparatu nie jest wcale matryca, która światło „złapie”, ale obiektyw, przez który światło na matrycę w ogóle może dotrzeć.

To właśnie optyka wyznaczy granice zwiększania rozdzielczości matryc światłoczułych. Naukowcy mają swoje pomysły na konstruowanie doskonalszych „szkieł”. Żeby miniaturyzacji stało się zadość, trwają prace nad obiektywami pozbawionymi ruchomych części mechanicznych. Byłyby one zbudowane na bazie cieczy i, podobnie jak w ludzkim oku, o ogniskowej będzie decydował kształt. Kształt zaś zmieniany byłby zmianami napięcia elektrycznego jakie „popłynie” przez obiektyw. Badaniami nad takim rozwiązaniem zajmują się naukowcy firmy Philips, którzy swój projekt nazwali „Philips’ Fluid Lenses”.

Zdjęcie okiem

Marzeniem każdego fotografującego jest jednak robienie zdjęć bez użycia aparatu. Ileż to razy omijała nas nieprzewidziana okazja na niepowtarzalne ujęcie, gdy aparat zostawialiśmy np. w domu. Ale może to się zmienić – wystarczyłoby „coś”, co zarejestrowałoby obserwowaną scenę po mrugnięciu naszego oka. Nie jest to myśl nowa (rozmyślał o tym już Andy Warhol), jednak jesteśmy coraz bliżej jej realizacji. Zdecydowanie pomoże nam w tym najnowsza technika. Takim małym krokiem ku temu byłoby umieszczenie aparatu fotograficznego wraz z wyświetlaczem w okularach. Jak się okazuje, pomysł ten jest już bardzo zaawansowanym projektem. Rezultatem takiego przeobrażenia formy aparatu jest wynalazek Stevena Manna, profesora University of Toronto (jego pomysł jest jednak dużo szerszy niż zastosowania czysto fotograficzne). Dziś „fotookulary” jego konstrukcji, a konkretniej urządzenie nazwane „EyeTap electric eyeglasses”, wygląda tak (po lewej). A w przyszłości mogłoby na przykład działać w pełni bezprzewodowo, gdzie zdjęcie robilibyśmy mrugnięciem oka.

Kolejnym punktem „przyszłości sprzętu fotograficznego” będzie powstawanie hybryd foto-wideo i integracja multimedialnych, hybrydowych urządzeń przenośnych. Widzimy to już dziś, gdzie praktycznie każdy nowoczesny telefon komórkowy ma wbudowany cyfrowy aparat, odtwarzacz plików multimedialnych, a funkcje telefoniczne w zasadzie są odsuwane na dalszy plan. To właśnie multimedialne hybrydy będą podstawowym „aparatem-kombajnem” Kowalskiego. Przeciwieństwem takiej „wielozadaniowej” integracji będzie nieco inny rozwój urządzeń, przeznaczonych do zastosowań profesjonalnych. Te bowiem nie będą miały na celu multimedialności, a wyspecjalizowanie do konkretnego zastosowania. Wyspecjalizowane będą początkowo szczególnie aparaty do fotografii trójwymiarowej. Planowanie przestrzenne, architektura, budownictwo – to dziedziny, które najszybciej wdrożą aparaty 3D. Laserowe odmierzanie oddalenia obiektu i zapisywanie wszystkich danych na jednym „zdjęciu” niezmiernie przyspieszy pracę inżynierów XXI wieku.

W użyciu amatorskim będą nam musiały wystarczyć aparaty bez laserowego „dalmierza”, które same zasymulują trzeci wymiar na podstawie 2 lub 3 ujęć jednego obiektu. A już teraz każdy z nas może skorzystać z programu Photosynth, wspólnego projektu naukowców z University of Washington i inżynierów firmy Microsoft. Nie jest to, co prawda, aparat tworzący trójwymiarowe zdjęcia, ale zaawansowany program komputerowy. Photosynth buduje trójwymiarowe przestrzenie w oparciu o zestaw zwykłych zdjęć. Co więcej, po tak wygenerowanym krajobrazie 3D użytkownicy mogą dowolnie się przemieszczać i oglądać przedstawione obiekty z każdego punktu i pod każdym kątem. Szczególnie zachęcające jest to, że aplikacja jest bezpłatna.

Technika nie tylko więc całkiem realnie rozszerza horyzonty ale też przełamuje kolejne bariery, dawniej nie do ominięcia. Kiedyś nie lada dylematem było zmieszczenie względnie dużych zdjęć (czas mocno bowiem weryfikuje pojęcie wielkości) na niewielkiej dyskietce. Dziś problem pamięci, na której moglibyśmy zapisywać nasze prace jest już w zasadzie rozwiązany. Producenci prześcigają się w prezentowaniu nowocześniejszych nośników. Bariera 4 Gb dla miniaturowych kart SD nie istnieje, a karty o pojemności 16 Gb powinny pojawić się na rynku już w najbliższym czasie.

Co może się jeszcze wydarzyć?

● projektory zdjęć i filmów zostaną wbudowane w aparat. Użytkownicy mogliby pokazywać swoje „dzieła” bez jakichkolwiek dodatkowych urządzeń, choćby w czasie śniadania rzucając obraz na ścianę kuchni;
● konieczne są nowe sposoby zapisu danych i nowe formaty plików – alternatywa dla plików „JPG” (ich jakość jest często niewystarczająca) i dla plików „RAW” (te są obszerne i niewygodne w edycji);
● technologie takie jak UMTS, GSM, WiFi MAX, Bluetooth będą powszechne w każdym aparacie otwierając dostęp do globalnej sieci;
● już teraz dostępne w profesjonalnych lustrzankach z najwyższej półki zewnętrzne moduły nawigacyjne GPS staną się powszechnym elementem wszystkich cyfrówek. Umożliwi to uzyskanie pełnych informacji o fotografowanych lokalizacjach, czerpanych także z Internetu;
● zaawansowane funkcje rozpoznawania twarzy – urządzenie zaczeka, aż portretowane osoby się uśmiechną, ustalone zostaną optymalne parametry obrazu (ostrość, szybkość migawki – należy przecież zminimalizować możliwość „zepsucia” ujęcia gdy fotografowani mrugają oczami), wszystko to dostosowane do liczby osób na zdjęciu;
● zaawansowane opcje edycji fotografii – producenci, walcząc o rynek, udostępnią potężne narzędzia graficzne zawarte w aparatach.

Człowiek w rękach aparatu?

Pewne jest, że fotografia w jeszcze większym stopniu będzie mogła zmieniać świat. Zarówno jeśli chodzi o możliwość manipulacji obrazem, jak i siłę jej oddziaływania. Różnorodność zastosowań fotografii również znacznie się zwiększy. Wszystko to w decydującej mierze zależeć będzie jednak od tego, jak zmieni się cały świat. Już dziś robimy dużo więcej zdjęć, niż w przeszłości. Dawniej barierą były z pewnością finanse – to one ograniczały ilość “wypstrykanych” filmów. Nieprawdą jest jednak twierdzenie, że dopiero technologia cyfrowa umożliwiła nam robienie niezliczonych ilości zdjęć, z których i tak wybierzemy tylko kilka. Technologia ta przełamała jedynie barierę kosztów. W profesjonalnej fotografii analogowej reportażyści, artyści, naukowcy, słowem wszyscy ci, których zbytnio nie ograniczał budżet, także robili niesamowite ilości zdjęć wybierając jedynie garść najlepszych. Tak jak to zachowanie przejęliśmy z zastosowań profesjonalnych i naukowo-badawczych, tak i kolejne przyswoimy równie łatwo. Choćby zaawansowane metody i programy selekcji zdjęć, formy ich archiwizowania i niezawodnej korekty – już teraz są dostępne dla amatorów.

Wszystkie wspaniałe wizje przyszłości mniej lub bardziej odległej nie są jednak idealne. Nie możemy zapomnieć o drugiej stronie medalu. Obecnie wszystko biegnie znacznie szybciej niż dawniej i, niestety, tendencja robienia wszystkiego szybciej nie zmieni się. Dużo będziemy mogli zachować w „cyber” albumach fotograficznych, ale równie dużo będziemy tracili… Nowości techniczne nie zrekompensują nam czasu spędzonego z rodziną czy przyjaciółmi – oczywiście, będziemy dzielili się nowymi ujęciami, wspominali to co „uwieczniliśmy” wcześniej, ale czy to wystarczy? Poza tym, nowinki techniczne bez wątpienia nas usamodzielniają od pomocy innych. Warto jednak zastanowić się czy nie ufamy im za bardzo. Bezbłędność i niezawodność bowiem nie istnieją.

Przemysław Goławski
Tekst został opublikowany w serwisie Nauka.polskieradio.pl

 

, , , ,

Przemysław Goławski

Fotograf i dziennikarz. Pisze o nauce, nowych technologiach, sprzęcie fotograficznym, internecie, ale także psychologii i wierze. Tworzy strony internetowe. Zawodowo związany z Polskim Radiem. Odpowiedzialny za multimedialną obsługę serwisów specjalnych tworzonych przez Portal Polskiego Radia. Autor tekstów, dźwięków, fotografii i filmów. Z aparatem i kamerą śledził większość wydarzeń organizowanych przez i objętych patronatem Polskiego Radia. Freelancer, nieustannie podnoszący swoje kwalifikacje. Oprócz fotografii i dziennikarstwa zajmuje się także doradztwem w zakresie wyboru technologii i rozwiązań multimedialnych.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: